27 maja wybraliśmy się z naszym znajomym z Polski na popołudniową wycieczkę samochodową do Benidormu oddalonego o około 50 km od Alicante. Benidorm jest typowym miastem turystycznym, w którym znacznie częściej można dogadać się po angielsku niż po hiszpańsku. Cechą charakterystyczną tego miasta jest to, iż budynki budowane są na styl amerykański - wysokie wieżowce.
Nasza wycieczka zaczęła się od zwiedzania plaży i zatoczek z urwiskami brzegowymi.
Następnie wyjechaliśmy na szczyt góry, skąd można było podziwiać cała panoramę miasta oraz morze. Tak zafascynowani wspaniałymi widokami nie spostrzegliśmy się jak około 20 metrów od nas (w przeciągu około 5 minut) ktoś stłukł szybę w wynajętym samochodzie i zakosił kilka rzeczy o niezbyt dużej wartości. Jednakże strata w postaci rozbitej szyby to koszt około 180 euro, gdyż ubezpieczenie nie pokrywało takiego incydentu.
Pierwszy raz zostawiliśmy niektóre rzeczy w aucie, gdyż okolica wydawała się spokojna - był to szczyt góry do której myśleliśmy, że prowadzi tylko jedna droga na której przebywaliśmy. Jak się okazało za górą było mnóstwo ścieżek, a być może i miejsc w których można było się schować.
Zadzwoniłem na policję, która wypytywała się o każdy szczegół, począwszy od miejsca zdarzenia a skończywszy na imionach rodziców naszego znajomego. Rozmowa trwała około pół godziny, jednakże nie dlatego, iż moja znajomość języka była niewystarczająca tylko jak się okazało uzyskany numer na centrali 112 był numerem płatnym. Czekałem na moment kiedy zaczną się wypytywać o imiona naszych dziadków... Pod koniec zgłoszenia nasza nadzieja, że przyjedzie jakiś radiowóz się ulotniła gdy pani rozmówczyni kazała nam się udać na najbliższy komisariat policji.
Na komisariacie wizyta przebiegła w miarę szybko, gdyż podałem kod, który otrzymałem podczas telefonicznego zgłoszenia, dzięki czemu uniknęliśmy tej samej drogi formalnej. Podpisaliśmy papierki i myśleliśmy, że już po wszystkim... jednak do samochodu podszedł policjant śledczy, który zrobił kilka zdjęć i ściągnął odciski palców z drzwi samochodowych, gdyż najprawdopodobniej zostawił je włamywacz. Powiedział, że wysłali tam radiowóz, a jak sprawdzi zebrane odciski to będę musiał się zgłosić raz jeszcze na komisariat.
Z tego co zauważyliśmy po owym incydencie na wcześniej wspomnianym wzgórzu to nie był pierwszy przypadek tego typu, gdyż znajdowało się tam więcej zbitego szkła, a policji to miejsce tez nie wydawało się być nieznane.
Po zwiedzeniu komisariatu udaliśmy się do najbliższej firmy, w której nasz znajomy wypożyczył samochód, aby wymienić go na inny... tu ku naszemu zdziwieniu nie było żadnych problemów i obyło się bez zbędnych formalności... na naszym miejscu w wypożyczalni równie dobrze mógłby znaleźć się złodziej, który bez niczego wymieniłby sobie samochód na jakikolwiek inny model nie wzbudzając żadnych podejrzeń.
No cóż... to przecież Hiszpania...
Mimo tego incydentu humory nas nie opuściły i całą drogę powrotną żartowaliśmy z tego zdarzenia.
Oto galeria z tej wycieczki:
Benidorm
czwartek, 29 maja 2008
Benidorm - wycieczka z przygodami
Autor:
RAMON
o
19:04
niedziela, 16 marca 2008
Weekendowy wypad do Altea
Już od kilkunastu dni czuć wiosnę w powietrzu. Skończyły się wietrzne dni, a rtęć w termometrach skacze z radości do góry;)
Korzystając z tej okazji wybraliśmy się ze znajomymi do niewielkiego miasteczka Altea. Na początku zwiedziliśmy Szkołę Artystyczną. Umiejscowiona była ona w tak malowniczym miejscu, że bez wątpienia krajobraz ten dawał natchnienie niejednemu studentowi. Gdy słoneczko przebiło się zza chmur urządziliśmy sobie mały piknik, czego nie uwieczniliśmy na zdjęciach gdyż byliśmy pochłonięci konsumpcją i otaczającą nas przyrodą.
Następnie udaliśmy się w kierunku starego miasta, którego uliczki i zabudowania przeniosły nas w dawne czasy. To właśnie ten obraz miałem w wyobraźni zanim przyjechałem do Alicante jako ten 'prawdziwy - hiszpański'.
Na koniec poszliśmy na plażę, która jednak nie zachwyciła mnie niczym szczególnym, może dlatego, że pogoda troszkę się popsuła, zaszło słońce i ruszył się niewielki wiaterek, a może dlatego, że ta w Alicante jest o wiele ładniejsza;)
Jak zwykle zapraszam do galerii
Altea
Autor:
RAMON
o
16:39
poniedziałek, 4 lutego 2008
Carnaval niczym w Rio
Na wstępie powiem krótko - nie byłem nigdy na lepszej imprezie w plenerze i czekam z niecierpliwością na następną w 2009 roku ;)
Szczerze polecam wszystkim hiszpańskie 'ostatki' czyli imprezę podsumowującą karnawał.
2 lutego pracowałem na popołudniu i z niecierpliwością oczekiwałem fajrantu. Już po 22 wracając do domu doznałem szoku, na ulicach roiło się od przebierańców... Mimo, iż główna droga w Alicante przez którą przejeżdżał mój autobus była zamknięta szybko dotarłem do domu i przygotowałem do wyjścia wraz z moją kobietą. W przeciągu około 20 minut doznałem kolejnego szoku - byliśmy jednymi z około 20% obecnych tam ludzi, którzy nie mieli przebrania. Nie zwlekając zbyt długo szybko zaopatrzyliśmy się w małe gadżety, żeby wmieszać się w tłum. Ludzi było multum. Były dwie sceny rozstawione na jednym i na drugim końcu ulicy, na których występowały różne zespoły zabawiając przybyłych krasnoludków, rycerzy, smurfów, wampirów, transwestytów... etc. Po środku znajdował się bar i tuż obok niego wybieg, na którym prezentowano swoje stroje.
Podekscytowani całym tym wydarzeniem pstrykaliśmy fotki przybyłym 'stworom', które chętnie pozowały do zdjęć.
Nasze 'drewniane' nogi, które od dłuższego czasu nie hulały nagle zaczęły stąpać w rytm muzyki, dołączając tym samym do fiestującego tłumu.
Do domu wróciliśmy około 8 rano :)
Mając w pamięci poprzednią imprezę plenerową w tym mieście jaką był Sylwester mogę śmiało powiedzieć, że świętowanie Nowego Roku 'nie umywa się' do świętowania 'ostatków'.
W galerii zamieszczam kilka fotek z tej imprezy. Nie wszystkie jednak mogę zamieścić, gdyż ze względu technicznych wyszły nie za specjalnie.
Zdjęcia te jednak nie odzwierciedlają atmosfery jaka panowała tak na prawdę tego dnia.
Link do zdjęć:
Carnaval 02/02/2008
Krótki filmik:
Autor:
RAMON
o
20:14
niedziela, 13 stycznia 2008
Masz pieniądze - nie pojedziesz
Tytuł dość paradoksalny, a jednak. Pewnego styczniowego dnia, gdy wracałem z pracy autobusem nr 2 wsiadł do niego pewien mężczyzna w wieku około 50- ciu lat. Wyciągnął z portfela banknot 20 euro i chciał kupić bilet. Kierowca uprzejmie powiedział, że nie ma wydać i że jeśli nie ma drobnych będzie musiał wysiąść. Oburzony pasażer powiedział, iż nie wysiądzie, bo nie usiłuje zapłacić papierem toaletowym tylko pieniędzmi. Kierowca także się zdenerwował i zadzwonił na centralkę, która z kolei wezwała policję. Czas mijał, a ja wraz z innymi pasażerami czekaliśmy, aż kierowca ruszy z miejsca. Do dwóch kłócących się mężczyzn podeszła kobieta, która chciała zapłacić 1 euro za konfliktowego pasażera. Jednak ten upierał się przy swoim, że płaci pieniędzmi. Po około 10-15 minutach ów człowiek wysiadł z autobusu i usiadł na przystanku, gdzie czekał na policję, gdyż jak powiedział musi coś z tym zrobić bo tak nie może być.
Poniekąd rozumie jego złość, gdyż pewnego dnia też zostałem wyproszony z autobusu, gdy kierowca nie miał wydać z 10 euro. No cóż zrobić... obowiązują pewne zasady. Jednak jedno jest pewne - nikt na gapę nie pojedzie, a także ten, kto nie ma drobnych.
Autor:
RAMON
o
14:44
piątek, 4 stycznia 2008
Święta i Sylwester w Alicante
Już z początkiem grudnia ulice Alicante nabierały kolorów od rozmaitych światełek i przeróżnych ozdób. Można było powiedzieć 'idą święta', jednakże tam gdzie nie było dekoracji nie odczuwało się wcale atmosfery świątecznej. Na przykład 6 grudnia ludzie zrzucali z siebie rzeczy i skąpo (niczym w lecie) ubrani odpoczywali na plaży zażywając kąpieli słonecznej, a także i morskiej.
W tradycji hiszpańskiej Św. Mikołaj nie przychodzi w tym dniu, zjawia się on w Wigilię. W Polsce sporadycznie spotykałem jego sylwetkę wdrapującego się na okna, czy też balkony. Tutaj natomiast na budynkach roi się od czerwonych postaci.
W Wigilię po północy ludzie licznie gromadzą się na miejskich uliczkach. Święta trwają tylko 1 dzień (25 grudnia), jednakże przez kilka kolejnych dni można było usłyszeć od ludzi słowa "Feliz Navidad" ("Wesołych Świąt Bożego Narodzenia")
Sylwester natomiast obchodzony był znacznie spokojniej niż w Polsce. Zamiast latających butelek w górze powiewały serpentyny i kolorowe karteczki, a ludzie pijący alkohol bawili się w przyjacielskiej atmosferze. Gdy wybijała północ prawie wszyscy zgromadzeni pod ratuszem połykali winogrona w tempie wyznaczanym przez rozbrzmiewający dzwon zegara. Ci, którzy zdążyli zjeść wszystkie 12 winogron mogą liczyć na szczęście w Nowym Roku. Warto wspomnieć o specjalnych 'puszkowych 12-pakach' winogron przygotowanych specjalnie na tą okazję.
W galerii umieszczam kilka fotek:
![]() |
| Okres świąteczno - noworoczny |
Autor:
RAMON
o
20:47
czwartek, 6 grudnia 2007
Ciekawostki rodem z Hiszpanii
Przebywając w Alicante zdążyłem ujrzeć to i owo. Niektóre z tych rzeczy wprawiły mnie w zdumienie, a inne mocno zaskoczyły. Oto kilka przykładów:
1. W pierwszy dzień naszego pobytu w Alicante, a konkretnie w drodze z lotniska do centrum autobus 'C6' zatrzymał się na światłach. Niby nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż kierowca wyszedł z pojazdu i udał się do baru, który znajdował się tuż obok. Światło zmieniło się jeszcze dwa razy... po czym kierowca wrócił i ruszyliśmy dalej... no cóż... pora sjesty... trzeba było strzelić 'małą czarną'
2. Nawiązując do świateł drogowych to kolejną ciekawostką jest to, że tutaj nie ważne jest jaki kolor świateł... przechodzi się zarówno na zielonym jak i na czerwonym. Żeby było śmieszniej policja, która stoi kilka metrów obok nie reaguje na to, a i ku mojemu zaskoczeniu często kierowcy zatrzymują się, by przepuścić kogoś, mimo że to oni mają pierwszeństwo.
3. Następną rzeczą jaka rzuca się mocno w oczy to parkowanie. Chylę czoła kierowcą hiszpańskim, którzy wykorzystują każdy cent... nie... nawet nie centymetr - każdy milimetr parkowania. Co prawda niektórzy idą na 'łatwiznę' używając metody polegającej na tym, iż zatrzyma samochód w momeńcie gdy dotknie zderzakiem drugi, bądź gdy włączy się alarm. Jednak niektórzy to prawdziwi fachowcy u których największy szok wywiera efekt końcowy... perfekcyjnie wykonana 'koperta' to pojazd zaparkowany w odstępach 10 cm od sąsiednich aut.
4. Ahhh.. parkowanie... podziemne parkingi i miejsca wyznaczone do parkowania nagminnie nie wystarczają kierowcą hiszpańskim. Bardzo często jadąc autobusem mam obawy czy zdarzę punktualnie do pracy. Kilka razy zdarzyło się bowiem, iż autobus utknął na środku wąskiej uliczki z powodu źle zaparkowanego pojazdu. Najzabawniejsze jest to, iż po kilku spokojnych uderzeniach kierowcy autobusu w klakson wychodzą z barów znudzeni, przeżuwający coś właściciele samochodów blokujących przejazd. Warto tutaj także wspomnieć raz jeszcze o fenomenalnych kierowcach hiszpańskich, którzy prowadzą autobusy - 'wykręcać' takimi kolosami na tak wąskich i do tego obficie obstawionymi samochodami ulicach - to nie lada wyczyn.
5. Policja lokalna to jednostka, która prężnie działa na drogach. Jak już wspomniałem nie zatrzymuje ona przechodniów na czerwonym świetle. Przyjeżdżają tam, gdzie droga jest zakorkowana, a najczęściej zajmują się 'usuwaniem' źle zaparkowanych pojazdów, uniemożliwiających przejazd autobusów. Działają o tyle skutecznie, iż jeżeli jakiś autobus ma problemy z 'wykręceniem' na skrzyżowaniu to po jednym telefonie następny autobus, który jedzie w odstępie czasowym 10-15 minut nie ma już takich problemów.
6. Krótko o budynkach: Na pierwszy rzut oka nie różnią się niczym od naszych, jednak w środku mają dość ciekawe rozwiązanie. Mianowicie mieszkania mają dodatkowy 'balkon', który usytuowany jest wewnątrz budynku. Widokiem z takiego balkonu jest balkon i najczęściej kuchnia sąsiada (w odległości około 3m). Dlaczego jest to takie ciekawe? Każde mieszkanie posiada w ten sposób widna kuchnię, a utworzony w ten sposób 'komin' jest świetnym rozwiązaniem na gorące lata. Wystarczy tylko otworzyć okno w pokoju i już mamy zapewniony ruch powietrza. Do tego prawie każde nowe mieszkania na podwórkach mają basen i plac, który jest najczęściej kortem tenisowym.
7. W poprzednim poście wspominałem o tym, że mieszkania nie są przystosowane do chłodniejszych warunków pogodowych. Tak, to fakt, albowiem nie ma w nich typowego ogrzewania. Oczywiście niektórzy zaopatrzają się w ogrzewanie elektryczne, jednak jest to bardzo kosztowna inwestycja. Ci, którzy posiadają klimatyzację to dogrzewają wychłodzone pomieszczenia. Najlepszym jednak sposobem jest wybrać się na spacer, gdyż temperatura na zewnątrz jest wyższa za sprawą słońca, które podnosi słupek rtęci powyżej 20 stopni.
8. Skoro wszedłem już na temat domu to przytoczę tutaj cytat. Jest to odpowiedź pewnego forumowicza na pytanie: "jakie tam są do cholery w tej chiszpanii gniazdka elektryczne?"
Na trzy bolce - dwa płaskie i jeden okrągły. Napięcie 175 volt. Potrzebne przejściówki i transformator.
Ironia wypłynęła z faktu, iż użytkownik nie zna ortografii, ale na pewno nie z faktu, iż niektóre gniazdka są innego typu. Nie mają one bolca uziemiającego i otwory są rozstawione w mniejszej odległości. Niektóre wtyczki wchodzą bez zarzutów, jednak niektóre wymagają przejściówki, którą można nabyć np w Carrefour ;)
9. Karta z chipem zakupiona w kiosku, którą także można w nim 'doładować' to nic innego jak bilet autobusowy, który po wejściu do autobusu przykłada się do specjalnej kasy fiskalnej. Wyświetla się na niej liczba viajes czyli podróży pozostałych do wykorzystania. To świetne rozwiązanie, które kosztuje połowę mniej niż bilet (koszt biletu to 1 euro na dowolną długość trasy i dowolny autobus). Ciekawostką jest także fakt, iż te bilety działają zarówno w autobusach jak i w tramwajach. Jeżeli w ciągu godziny przesiadamy się do innego autobusu to z naszego konta nie zostaną nam odjęte żadne środki. Warto także wspomnieć o 'porządku' w autobusach - wchodzi się tylko i wyłącznie wejściem z przodu, a wychodzi się środkowym, bądź tylnym. Kierowca na bieżąco kontroluje pasażerów czy 'kasują' bilet, dzięki czemu 'kanary' nie mają tutaj zatrudnienia:)
10. Mógłbym tak pisać i pisać... najciekawsze rzeczy opisałem w pierwszych dziewięciu punktach ;)
Autor:
RAMON
o
21:01
środa, 21 listopada 2007
Coraz chłodniej
Jeszcze nie dawno można było chodzić ubranym lekko, w krótki rękawek..., gdyż słońce grzało bardzo mocno. Obecnie nie ma już tak ciepło - temperatura średnia w ciągu dnia wynosi ~17 stopni celcjusza. Owszem, jest to kilkunasto stopniowa różnica od tej w Polsce, jednak zasadniczą sprawą jest fakt, iż tutaj nie ma ogrzewania w mieszkaniach. Mieszkamy na 4 (ostatnim) piętrze i charakterystyczną cechą takiego mieszkania są upalne lata i chłodne zimy. Do tego specyficzne budownictwo nastawione na łagodzenie upalnych dni sugeruje, że chłodne nie trwają tu długo. Nie zmienia to faktu, iż będziemy musieli zaopatrzyć się w jakieś małe niedrogie cudeńko elektryczne do ogrzewania schłodzonych pomieszczeń ;)
Dziś np, gdy wyszedłem z zimnego mieszkania doznałem szoku, na zewnątrz ciepłe powietrze zmusiło mnie do zdjęcia bluzy, a słońce sprawiło, że termometry pokazywały ponad 20 stopni...
Autor:
RAMON
o
10:01

